
Homilia z Mszy Pasterskiej w Kolegiacie A.D. 2008 [ZDJĘCIA Z PASTERKI]
Boże Narodzenie to najszczególniejsza interwencja Pana Boga w ludzki czas
Wszystko, co się rodzi jest umiejscowione w czasie.
Ludzkie istnienia i idee, wynalazki i kataklizmy, historia naturalna i historia, jaką tworzą ludzie.
Tylko, że epoki i ludzie przemijają, Bóg zaś ciągle jest. (...)
______________________________________________________________________________
Skoro jednak zainterweniował w roku zerowym i to w najbardziej wtedy ucywilizowanym rejonie świata, jakim był wtedy basen Morza Śródziemnego to znaczy, że był w tym jakiś sens, dla wielu z nas już dawno odkryty, dla innych jeszcze ciągle do odkrycia.
Sens chyba jest prosty. Bóg rodząc się dowartościował ludzkie życie niezależnie od czasu i miejsca, w jakim przychodzi żyć każdemu człowiekowi.
Dowartościowując życie pokazał przestrzeń między narodzinami a śmiercią, w jakiej mamy się z Nim w jakiś sposób spotkać.
Ktoś odkrył, że życie ludzkie mimo pośpiechu upływa powoli i długo, i dobrze, bo mamy czas i szansę dojrzewać w wierze.
Wielu katastrofistów, kasandrystów, autorów apokaliptycznych wizji zagłady ziemi nie docenia człowieka, jakim też stał się Bóg.
Co więcej, jak zauważa Andrzej Zimniak w mocnej książce „Jak nie zginie ludzkość”: wskazują na człowieka, jako źródło zła, na cywilizację, jako bezpośrednią przyczynę jego rozpadu.
Człowiek jest usytuowany na pozycji szkodnika i pasożyta, atakującego i niszczącego zieloną matkę naturę.
Ale czy taki pogląd nie deprecjonuje osiągnięcia cywilizacyjne, zarówno humanistyczne, jak i technologiczne.
Czy to znaczy w podtekście postulat powrotu do barbarzyństwa, epoki kamienia łupanego?
Autor kończy: wątpię czy jakikolwiek zwolennik powrotu do natury zechciałby sam zrezygnować z osiągnięć cywilizacyjnych, z których, na co dzień korzysta.
Dwadzieścia lat temu Tamiza była jak ściek, dzisiaj można pić wodę bezpośrednio z jej nurtu. Bombę atomową zdetonowano dwukrotnie, potem wyprodukowano ogromną liczbę bomb, umieszczono na balistycznych rakietach, okazji do odpalenia było wiele. I nic się nie stało...
Autor reasumuje, że sami sobie zabójczej szkody nie zrobimy, bo albo nie będziemy tego wstanie zrobić, albo gdy możliwości wzrosną nie pozwoli na to nasza instynktowna mądrość.
Sądzę, że mądrość wierzących idzie dalej.
Odkrywają bowiem jeszcze bardziej mądrość pierwiastka nadprzyrodzonego, jakim jest dla nas Bóg Jahwe, Elohim Adonaj dzisiaj Jezus Chrystus, który stał się człowiekiem.
Jeden z mistrzów życia wewnętrznego odkrył, że dopóki na świecie będzie żyła jedna dusza ludzka, która będzie chciała jednoczyć się z Bogiem, odkrywać Jego sens, dotąd Bóg będzie podtrzymywał świat w istnieniu.
Czy taką mądrością Bożego narodzenia nie kierowała się św. Jadwiga Śląska, która była tu w kolegiacie dokładnie 800. lat temu, a dzisiaj jest obecna z nami w relikwiach na ołtarzu i uobecniona w osobie Ani reprezentującej Bractwo Rycerskie żyjące duchem tamtego czasu.
Historyczne czasy XII wieku , gdzie dzisiaj się trochę przenosimy miały swoją dramaturgię czyz jednak nie podobną do współczesnej ?
Jak tametej i tej towarzyszą: wzloty, upadki, potrzeby zagarnięcia ziemi, koalicje, względy ludzkie, bratania i rozłamy.
Wielki zjazd z 1208 roku, jaki dzisiaj uobecniamy był nie tylko czasem świętowania bożego narodzenia, nie tylko chrztem najmłodszego z książęcego rodu, ale jak odkrywa historia działy się tu rozmowy polityczne, szukanie wpływów i koalicji między Śląskiem a Lubuszem.
Dlatego też pojawili się tu najważniejsi książęta tego regionu, a nawet biskupi, ze swoim ogromnym znaczeniem arcybiskup Gniezna Henryk Kietlicz i poznański, wrocławski i lubuski. Coś poradzili, coś się udało, a coś nie. Historia o tym trochę zapomniała.
Ale najważniejszym wydaje się, że Bóg się urodził w sercu św. Jadwigi, skoro poprosiła o śluby czystości, bo mimo małżeństwa dojrzała do decyzji życia konsekrowanego, mniszego, nie tylko dla swojej rodziny, ale aby służyła dla wielu.
Jeśli nie przywilejami księżnej to modlitwą i świadectwem prostoty życia w klasztorze trzebnickim.
Mamy obowiązek przywołać to wydarzenie w tegoroczne boże narodzenie,
bo trzeba umieć pomóc urodzić się Bogu i to pozwolić, aby najpierw urodził się we mnie i w drugim człowieku.
I to nie chodzi o sentymentalny gest, jaki dzisiaj wielu z nas przeżyło, czasami bardzo szczerze, czasami w wewnętrznej rozterce albo zakłamaniu.
Można się wyściskać, przytulić a dalej trwać w gniewie, braku przebaczenia, niewyrozumiałości i własnym egoizmie.
Wtedy Bóg się nie urodzi, wtedy będzie tradycja, pusty gest, jakieś tam jasełka i dyrdymały.
Matka Boża pomogła urodzić się Jezusowi w trudnych okolicznościach. Dużo trudniejszych, jakie można sobie wyobrazić.
Jakże więc pomóc urodzić się Bogu dzisiaj?
Uczmy się od Maryi, dostrzegając najmniejszą biedę, jak widziała problem na weselu w Kanie Galilejskiej.
Uczyńmy wszystko, co mówi Bóg, nawet gdyby wydawało się nam to nielogiczne – jak wlewanie głupiej wody do stągwi, kiedy brakowało wina i cokolwiek, jeśli to ma sens i otworzy nas na świat wartości,
a przede wszystkim nauczmy się słuchać Boga, nawet wtedy, gdy do nas mówi w sposób trudny: Czyż to moja sprawa kobieto, moją matką jest każdy, kto słucha Słowa Bożego, po co żeście mnie szukali...
Te wszystkie sytuacje pozwalały Maryi tylko jeszcze bardziej rozpoznawać tajemnice Boga, od którego nigdy nie odstąpiła i pozwoliła się Mu nie tylko narodzić, ale z Nim dojrzeć w swojej wierze,
przechodząc niezwykły proces od światła gwiazdy betlejemskiej, poprzez noc męki i śmierci aż po światło blasku zmartwychwstania.
Amen !
(ks. Rafał Zendran)
| 25 grudzień 2008 | Autor: AndYY | Odsłon 465



Odnośniki