Homilie ks. Rafała Zendrana

 

Familiaris consortio o małżeństwach niesakramentalnych * Rozpoznanie siebie * Zjednoczenie przeobrażające

Próby wiary Abrahama * Cisza * Droga krzyżowa * Rola uczuć w życiu duchowym

Co jest najważniejsze * Niesakramentalni  * Kładka nad przepaścią

Strona główna * kolegiata.com.pl


 

 

 

Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku. Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, ten, który miał Go wydać: Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim? Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano. Na to Jezus powiedział: Zostaw ją! Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie (J 12, 1–8).

 

Dom wypełnia woń olejku.

 

Z jednej strony uderza wielka bezinteresowność Marii, jej szlachetność, jej wierne oddanie i spontaniczność jej serca, które nie liczy się z niczym; z drugiej strony zaś małostkowość Judasza, jego zakłamanie, jego podstęp i chciwość.

 

Szlachetność i ofiarność Marii napełniła dom przyjemną wonią.

 

Woń olejku jest symbolem wielkiego serca Marii.

 

Dobroć, oddanie, zaufanie, miłość posiadają swój zapach, swoją miłą woń.

 

W życiorysach niektórych świętych wspomina się, że z ich obecnością (w czasie ziemskiego życia lub nawet po śmierci) wiązał się miły zapach.

 

Wielu czcicieli Ojca Pio twierdzi, iż jego obecność przynosiła z sobą miły zapach fiołków.

 

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus kojarzy nam się z zapachem róż.

 

Dobro jest miłe, piękne.

 

Nasze przepowiadanie Ewangelii winno przybierać zawsze taką formę, aby pierwsze odczucia i skojarzenia związane z życiem duchowym były miłe i przyjemne.

 

W życiu duchowym trzeba odnaleźć to, co św. Augustyn nazwał delectatio victrix - zwycięskim rozkoszowaniem się.

 

 Tylko przyjemność odnosi zwycięstwo nad przyjemnością.

 

Nigdy nie odnosi się zwycięstwa nad przyjemnością przez obowiązek.

 

Przyjemność zawsze będzie potężniejsza niż obowiązek.

 

To właśnie chce powiedzieć św. Augustyn: Przyjemność pokonuje się tylko przez przyjemność. Ale delectatio victrix, boska radość, jest przyjemnością, która w istocie warta jest więcej niż wszystkie przyjemności.

 

Kiedy rezygnuje się z przyjemności po to, by osiągnąć radość, zyskuje się właśnie na płaszczyźnie przyjemności: Bóg kocha tych, którzy dają z radością.

 

Tylu ludzi służy Bogu jakby niechętnie. Bóg chciałby od czasu do czasu być kochany z przyjemnością, a nie tylko z obowiązku (J. Daniélou).

 

spytajmy siebie samych, na ile doświadczamy zwycięskiego rozkoszowania się w naszej więzi z Jezusem.

 

Czy nasza codzienna modlitwa, Eucharystia, spowiedź, kierownictwo duchowe i inne praktyki duchowe kojarzą nam się najpierw z odczuciem przyjemności czy też z odczuciem przykrego obowiązku?

 

Czy w chwilach wyrzeczenia, ofiary, trudu doświadczamy zwycięskiego rozkoszowania się, czy też może raczej uczucia żalu, smutku, zniechęcenia?

 

Prośmy Jezusa o coraz pełniejsze odkrywanie przyjemnej woni płynącej z naszej więzi z Nim.

 

Nawet jeżeli ciąży na nas wiele grzechów i słabości, trzeba nam rozpoczynać nasze życie duchowe od spotkania z Jezusem, który jest piękny i wdzięczny i miły (ĆD, 144).

 

To właśnie przyjemne spotkanie z Jezusem da nam odwagę do zrezygnowania z przyjemności cielesnych i zmysłowych.

 

Przyjemność (bowiem) pokonuje się tylko przez przyjemność. (...)

Jeżeli zaczynamy od przeciwnej strony, nigdy do niczego nie dojdziemy (J. Daniélou).

 

Rozdrażnienie Judasza

 

Tę uroczystą atmosferę pożegnania psuje jednak Judasz.

 

Głośno wyraża swoją dezaprobatę wobec gestu Marii. Będąc wśród przyjaciół.

 

Judasz zachowuje się jednak jak obcy. Nie rozumie i nie wyczuwa atmosfery przyjaźni i pożegnania.

 

Miły zapach bardzo drogiego olejku nardowego rozdrażnił jednak Judasza.

 

Z tego właśnie rozdrażnienia rodzi się jego pytanie: Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?

 

Judasz zadaje to pytanie w jakiś bezwstydny sposób, nie wyczuwając miłej przyjacielskiej atmosfery spotkania w Betanii oraz bliskiego rozstania z Mistrzem.

 

Zauważmy, iż przyszły zdrajca jest jedną z postaci najlepiej opisanych w Ewangeliach.

 

Zdaje się być równie często wspominany jak św. Piotr.

Jest to ważna uwaga.

 

Judasz nie może być dla nas postacią, którą przywołuje się jedynie z pogardą i obrzydzeniem.

 

Nie możemy też wspominać tej postaci jedynie w kontekście krytycznego ustosunkowania się do innych osób. Jest postacią, z którą trzeba się konfrontować.

 

Postać Judasza jest wyzwaniem, jest wielką przestrogą.

 

Św. Jan Apostoł najpełniej wyczuł i rozumiał Judasza i najszerzej przedstawił go też w swej Ewangelii.

Przenikliwość duchowa Jana, która pozwoliła mu jako pierwszemu uwierzyć w Zmartwychwstanie (J 20, 8) i rozpoznać Jezusa nad Jeziorem Galilejskim (J 21, 7), pozwoliła mu też przeczuć prawdziwy grzech Judasza.

 

Czystość serca Jana jest źródłem jego mistycznej wrażliwości na obecność dobra i zła, na obecność Jezusa i Judasza.

 

Uderza nie tylko wulgarna wprost chciwość Judasza, ale także jego zakłamanie.

 

Swoją chciwość ukrywa za troską o ubogich; maskuje ją pozorami ofiarności oraz szlachetnego altruizmu.

 

Trzysta denarów w czasach Jezusa było stosunkowo dużą sumą pieniędzy.

 

Był to całoroczny zarobek robotnika rolnego.

 

Chciejmy się wczuć w mentalność Judasza, który — podobnie jak faryzeusze — jest chciwy na grosz (por. Łk 16, 14): oto zostają zmarnowane tak wielkie pieniądze! Iluż ubogich można by ucieszyć rozdając takie pieniądze.

 

Logika tego rozumowania nie kieruje się jednak troską o ubogich: Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos, wykradał to, co składano. Szlachetność Judasza motywowała jego chciwość.

 

Wielkie pieniądze dla ubogich, to większa możliwość zaspokojenia namiętności.

 

 

Judasz nie urodził się jednak złodziejem i zdrajcą.

 

Człowiek jedynie stopniowo i powoli podlega procesowi demoralizacji.

 

Trudno też sobie wyobrazić, aby od momentu powołania na Apostoła Judasz był już złodziejem.

 

Stawał się nim powoli poprzez kompromisy z własnym sumieniem.

 

Wszyscy nieustannie ulegamy wielu naszym słabościom.

 

 

Ale pierwszym naszym problemem nie są jednak odruchy słabości i grzechu.

 

Pierwszym problemem jest sposób ich przeżywania.

 

Grzech płynący z ludzkiej ułomności popełniany nawet codziennie, nie będzie nas demoralizował, jeżeli będziemy go szczerze — również codziennie — uznawać i wyznawać przed Bogiem, prosząc o miłosierdzie i przebaczenie.

 

Człowieka nie demoralizuje sam grzech, ale tworzenie z grzechu normy postępowania.

 

Istota demoralizacji człowieka tkwi w czynieniu z własnego grzechu swojego prawa.

 

Człowiek nie ma prawa do grzechu.

 

Grzech pozostaje zawsze wyrazem słabości, bezradności, zagubienia, egoizmu.

 

Ulegając grzechowi, trzeba najpierw przyznać się do niego jako do słabości i nieprawości.

 

Tylko wówczas nie będzie on powodował w nas stopniowego rozkładu duchowego i demoralizacji.

 

Życie z nieczystym sumieniem najpierw w małych sprawach, a później w coraz większych, bywa groźne.

 

Kompromisy z własnym sumieniem demoralizują nas.

 

Mówi o tym Jezus: Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie.

 

W obecnym rozważaniu warto spytać siebie, jaki jest mój stosunek do grzechu?

 

Czy nie racjonalizuję go, nie uzasadniam, nie usprawiedliwiam?

Czy z jakiejś mojej słabości, choćby najmniejszej, nie czynię mojego prawa?

 

 

O wiele ważniejszym powodem rozdrażnienia Judasza była jego niechęć i jakiś wielki opór wewnętrzny wobec Jezusa.

 

W Judaszu drzemie jakaś tajemnicza deprecjacja Jezusa, czy też wręcz pogarda dla Niego.

 

Szkoda mu było dla Jezusa marnować tak wielkich pieniędzy.