Homilie ks. Rafała Zendrana

 

Familiaris consortio o małżeństwach niesakramentalnych * Rozpoznanie siebie * Zjednoczenie przeobrażające

Próby wiary Abrahama * Cisza * Droga krzyżowa * Rola uczuć w życiu duchowym

Co jest najważniejsze * Niesakramentalni  * Kładka nad przepaścią

Strona główna * kolegiata.com.pl


 

 

Familiaris consortio o małżeństwach niesakramentalnych

 

Wy też jesteście w Kościele – to jest dobra wieść dzisiejszego wieczoru.

 

Niech ta myśl, niech to przekonanie towarzyszy nam także w następnych dniach, miesiącach i latach.

 

Chodzi także o to, żeby wspólnie pomyśleć o przynależności do Kościoła, zastanowić się, co z tego dla nas, dla mnie wynika.

 

w dokumencie Jana Pawła II,Familiaris consortio, jest zapewnienie

 

„Razem z Synodem wzywam gorąco pasterzy i całą wspólnotę wiernych do okazania pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie czuli się oni odłączeni od Kościoła, skoro mogą – owszem, jako ochrzczeni powinni – uczestniczyć w jego życiu.

-         Niech będą zachęcani do słuchania Słowa Bożego, do uczęszczania na Mszę świętą, do wytrwania w modlitwie, do pomnażania dzieł miłości oraz inicjatyw wspólnoty na rzecz sprawiedliwości, do wychowywania dzieci w wierze chrześcijańskiej, do pielęgnowania ducha i czynów pokutnych, ażeby w ten sposób z dnia na dzień wypraszali sobie u Boga łaskę.

-         Niech Kościół modli się za nich, niech im dodaje odwagi, niech okaże się miłosierną matką, podtrzymując ich w wierze i nadziei”

 

A więc jesteśmy tutaj także po to, żeby podtrzymać się w wierze i nadziei.

 

Większość obecnych stanowią zapewne osoby bardziej czy mniej wierzące.

 

Spotkałem ludzi, i to wielu, którzy – gdyby mogli – w każdej chwili uregulowaliby sprawę swojego małżeństwa.

 

Jest w nich ogromna tęsknota za Bogiem, głód sakramentu, troska o religijne wychowanie dzieci, nieraz większa niż w małżeństwach sakramentalnych.

 

Spróbujmy razem z Autorem dokumentu Familiaris consortio, w świetle wiary, przyjrzeć się różnym sytuacjom, w jakich znajdują się ludzie.

Ten dokument to rodzaj przesłania do całego Kościoła o zadaniach rodziny chrześcijańskiej w świecie współczesnym.

 

Są odpowiednie fragmenty, które także nas dziś tutaj mogą zainteresować.

Pierwsza sytuacja, którą omawia Ojciec Święty w dokumencie, to „Małżeństwo na próbę”.

Są ludzie, którzy usprawiedliwiają taką sytuację, dostrzegają w niej pewne zalety.

... Godność istoty ludzkiej, a więc rozumnej i wolnej, wymaga, aby człowiek był „zawsze i wyłącznie celem miłości obdarowania bez jakichkolwiek ograniczeń czasu czy innych okoliczności” (FC 80).

 

Kościół, ze względu na zasady wypływające z wiary, nie pozwala na tego rodzaju związki.

 

Dlaczego? Otóż dlatego, że „dar ciała we współżyciu fizycznym jest realnym symbolem oddania się całej osoby”, a takie oddanie w obecnym stanie człowieka może się urzeczywistnić w całej swej prawdzie tylko przy udziale Chrystusa, dzięki miłości, którą On daje.

 

A warto zauważyć, że  - skoro żyjemy w dobie po Wcieleniu – nie musimy stwarzać dylematu: Bóg czy człowiek? Nie musi być przecież tak, że zbliżając się do Boga odchodzę od człowieka, zbliżając się do człowieka odchodzę od Boga. Często powtarzam, że można Boga ukochać w człowieku, a człowieka w Bogu.

 

„Z drugiej strony – jak tłumaczy Jan Paweł II – małżeństwo dwojga ochrzczonych jest realnym symbolem zjednoczenia Chrystusa z Kościołem, zjednoczenia nie czasowego czy <<na próbę>>, ale wiernego na całą wieczność; pomiędzy dwojgiem ochrzczonych nie może więc istnieć inne małżeństwo aniżeli nierozerwalne” (FC 80).

Druga sytuacja: Rzeczywiste wolne związki.

 

Chodzi tu o związki bez żadnej uznanej publicznie więzi instytucjonalnej czy to cywilnej, czy religijnej. W dokumencie Familiaris consortio wskazuje się na przyczyny zawierania takich związków:

 

„Niektóre osoby [bowiem] czują się niemal przymuszone do tego rodzaju życia przez trudne sytuacje ekonomiczne, kulturowe i religijne, gdyż zawarcie prawidłowego małżeństwa naraziłoby je na szkody, na utratę korzyści ekonomicznych, na dyskryminację itd.

Natomiast u innych stwierdza się postawę pogardy, kontestacji i odrzucenia społeczeństwa, instytucji rodziny, porządku społeczno-politycznego, albo też wyłączne poszukiwanie przyjemności.

Innych wreszcie popycha do tego zupełna nieświadomość i krańcowe ubóstwo, nieraz zaś uwarunkowania wynikające z sytuacji rzeczywistej niesprawiedliwości lub pewna niedojrzałość psychiczna, która sprawia, że są zbyt niepewni i bojaźliwi, by zawrzeć trwały i ostateczny związek.

W niektórych krajach tradycyjne zwyczaje przewidują zawarcie właściwego i prawdziwego małżeństwa jedynie po pewnym okresie wspólnego mieszkania i po urodzeniu się pierwszego dziecka” (FC 81).

 

We wszystkich tych przypadkach mamy do czynienia z zatracaniem religijnego sensu małżeństwa, widzianego w świetle przymierza Boga z Jego ludem; z pozbawieniem łaski sakramentalnej, z poważnym zgorszeniem.

 

Są i skutki społeczne takich związków: „zniszczenie samego pojęcia rodziny; osłabienie poczucia wierności, także wobec społeczeństwa, możliwość psychicznych urazów u dzieci; potwierdzenie egoizmu” (FC 81).

 

 

Trzecia sytuacja: Katolicy złączeni tylko ślubem cywilnym.

 

„Coraz więcej jest takich przypadków, że katolicy ze względów ideologicznych lub praktycznych wolą zawrzeć tylko ślub cywilny, odrzucając lub przynajmniej odkładając ślub kościelny.

 

Sytuacji tych ludzi nie można stawiać – jak zauważa Jan Paweł II – na równi z sytuacją tych, którzy współżyją bez żadnego związku, to bowiem istnieje przynajmniej jakieś zobowiązanie do określonej i prawdopodobnie trwałej sytuacji życiowej, chociaż często decyzji tej nie jest obca perspektywa ewentualnego rozwodu.

 

Chcąc publicznego uznania ich związku przez państwo, pary te wykazują gotowość przyjęcia, obok korzyści, także zobowiązań...” (FC 82).

 

Zapytajmy: Jaki jest stosunek tych ludzi do Boga i do Kościoła?

 

W iluż przypadkach mamy do czynienia po prostu z brakiem wiary.

 

Był chrzest w Kościele rzymskokatolickim, była pierwsza spowiedź i Komunia święta, było może także bierzmowanie.

 

I było, jest odejście od tych wartości, pójście w niewiarę.

 

Ci ludzie zapewne nie doznają niepokoju sumienia. Kiedyś może doznawali, ale „ugłaskali” swoje sumienie. Ono przestało im czynić wyrzuty. Położenie takich ludzi jest szczególnie niebezpieczne. Dokonali gwałtu na własnym sumieniu.

 

Mimo woli jeszcze raz przypominają się ci, którzy mają przeszkody, ale gdyby mogli, w każdej chwili zawarliby małżeństwo sakramentalne. Ci ostatni zachowali wiarę i wrażliwość.

 

Ale bywa i tak, że ludzie żyjący tylko w związku cywilnym, a przy tym nie mający przeszkód do zawarcia małżeństwa sakramentalnego, uważają się za wierzących.

 

Ci są niewątpliwie niekonsekwentni, zdecydowanie brakuje im harmonii między życiem a wyznawaną wiarą.

 

Jeśli jednak doświadczają uczucia niepokoju, jest szansa, że kiedyś przyjdzie godzina łaski, dotknięcie ze strony Boga i wtedy uładzą swoje sprawy.

 

Czwarta sytuacja: Żyjący w separacji i rozwiedzeni, którzy nie zawarli nowego związku.

 

W adhortacji Jana Pawła II czytamy:

 

„Róże motywy, takie jak brak wzajemnego zrozumienia, nieumiejętność otwarcia się na relacje międzyosobowe i inne, mogą w przykry sposób doprowadzić ważnie zawarte małżeństwo do rozłamu, często nie do naprawienia.

 

Oczywiście, separację należy uznać za środek ostateczny, kiedy już wszelkie rozsądne oddziaływania okażą się daremne.

 

Samotność i inne trudności są często udziałem małżonka odseparowanego, zwłaszcza gdy nie ponosi on winy.

 

W takim przypadku wspólnota kościelna musi w szczególny sposób wspomagać go; okazywać mu szacunek, solidarność, zrozumienie i konkretną pomoc, tak aby mógł dochować wierności także w tej trudnej sytuacji, w której się znajduje;

 

wspólnota musi pomóc mu w praktykowaniu przebaczenia, wymaganego przez miłość chrześcijańską, oraz utrzymywania gotowości do ewentualnego podjęcia na nowo poprzedniego życia małżeńskiego.

 

 

Analogiczny jest przypadek małżonka rozwiedzionego, który  - zdając sobie sprawę z nierozerwalności ważnego węzła małżeńskiego – nie zawiera nowego związku, lecz poświęca się jedynie spełnianiu swoich obowiązków rodzinnych i tych, które wynikają z odpowiedzialności życia chrześcijańskiego.

 

W takim przypadku przykład jego wierności i chrześcijańskiej konsekwencji nabiera szczególnej wartości świadectwa wobec świata i Kościoła, który tym bardziej winien mu okazywać stałą miłość i pomoc, nie czyniąc żadnych trudności w dopuszczeniu do sakramentów” (FC 83).

I ostatnia piąta sytuacja: Rozwiedzeni, którzy zawarli nowy związek.

 

W dokumencie czytamy:

 

„Codzienne doświadczenie pokazuje, niestety, że ten, kto wnosi sprawę o rozwód, zamierza wejść w ponowny związek, oczywiście bez katolickiego ślubu kościelnego. Z uwagi na to, że rozwody są plagą, która na równi z innymi dotyka w coraz większym stopniu także środowiska katolickie, problem ten winien być potraktowany jako naglący.

 

Zagadnieniem tym zajęli się wprost Ojcowie Synodu. Kościół bowiem ustanowiony dla doprowadzenia wszystkich ludzi, a zwłaszcza ochrzczonych, do zbawienia, nie może pozostawić swemu losowi tych, którzy – już połączeni sakramentalną więzią małżeńską – próbowali zawrzeć nowe małżeństwo.

 

Będzie też niestrudzenie podejmował wysiłki, by oddać im do dyspozycji posiadane przez siebie środki zbawienia” (FC 84).

 

Zauważmy: z tych słów bije troska o ludzi. Czy jeszcze ktoś z obecnych tutaj ma wątpliwość, czy należy do Kościoła? Jeżeli jest ochrzczony i wierzy? Dlatego powtarzam dobrą wieść dzisiejszego dnia: Wy też jesteście w Kościele.

 

 

Wprowadzeniem bezpośrednim do rachunku sumienia niech będą jeszcze dwa zdania z Familiaris consortio”:

„...Zachodzi bowiem różnica pomiędzy tymi, którzy szczerze usiłowali ocalić pierwsze małżeństwo i zostali całkiem niesprawiedliwie porzuceni, a tymi, którzy z własnej , ciężkiej winy zniszczyli ważne kanoniczne małżeństwo. Są wreszcie tacy, którzy zawarli nowy związek ze względu na wychowanie dzieci, często w sumieniu subiektywnie pewni, że poprzednie małżeństwo, zniszczone w sposób nieodwracalny, nigdy nie było ważne” (FC 84).

*   *   *

trzy minuty ciszy i takie trzy pytania:

 

-         do jakiej kategorii ludzi siebie zaliczyłabym (zaliczyłbym)?

-         czy potrafiłam (potrafiłem) przebaczyć współmałżonkowi?

-         jak oceniam swój aktualny związek?

 

Krótką modlitwę spod znaku rachunku sumienia kończymy podziękowaniem za to, że Pan nas tutaj zgromadził, że przemawia do mojego sumienia, że daje okazję zastanowienia się nad sobą.

Przepraszam za wszystko, co w moim życiu było nieładem, grzechem. Szczególnie jednak przepraszam, że nie umiałam (nie umiałem) dochować obietnic danych człowiekowi wobec Boga.

 

„I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. I nie pozwól, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zbaw ode złego. Amen.”