Homilie ks. Rafała Zendrana
Familiaris consortio o małżeństwach niesakramentalnych * Rozpoznanie siebie * Zjednoczenie przeobrażające
Próby wiary Abrahama * Cisza * Droga krzyżowa * Rola uczuć w życiu duchowym
Co jest najważniejsze * Niesakramentalni * Kładka nad przepaścią
Strona główna * kolegiata.com.pl
Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią (Łk 23,34)
Mógł Cię uwolnić. Przecież wiedział, że jesteś
niewinny. Ale jak przyszło co do czego, wybrał troskę o własną karierę.
Przebacz mi, gdy jak Piłat umywam ręce od odpowiedzialności za dobro na świecie.
Tak łatwo obarczyć innych różnymi ciężarami. Tak
łatwo spychać na innych trudniejsze zadania. Tak łatwo dodawać innym trudu.
Przebacz mi, gdy zabiegam, aby moje życie było lekkie, łatwe i przyjemne.
Nie lubię upadać. Każdy upadek odbieram bardzo
osobiście. Rozglądam się uważnie, czy ktoś widział, jak padam? „To było tylko
potknięcie, nic poważnego mówię”.
Przebacz mi, gdy lekceważę moje upadki.
Ile razy płakała przez mnie? Nie wiem. Przecież
zwykle tego nie widzę. Zdarza mi się traktować ją jak wroga, jak przeszkodą na
mojej życiowej drodze. Niecierpliwi mnie jej wtrącanie się we wszystkie moje
sprawy. Przecież to moje życie.
Przebacz mi każdą łzę mojej matki.
Zero współczucia. Raczej
złość, że zamiast spokojnie iść odpoczywać w domu, musi pomagać. I to komu –
jakiemuś skazańcowi. Co za wstyd.
Przebacz mi, ilekroć nie wpadam na to, że ktoś potrzebuje mojej pomocy.
Weronika to postać pozytywna na Drodze
Krzyżowej. Sama zauważyła, że krew zalewa twarz Jezusowi. Nic nie chciała w
zamian. Nie przewidywała, że otrzyma tak szczególna nagrodę za swoją gotowość.
Przebacz mi, ilekroć pytam „Co z tego będę mieć?”.
Podczas każdej spowiedzi wyznaję te same
grzechy. Aż mi czasami głupio. Ksiądz mi mówi, że mam pracować nad sobą. Jakoś
nie mogę się zmobilizować. Wygodnie mi z tymi powtarzającymi się grzechami.
Przebacz mi, że tak chętnie się przywiązuję do moich grzechów.
Dobrze mi idzie użalanie się nad innymi. Miewam
łzy w oczach, gdy widzę w telewizji jakichś cierpiących ludzi. „Jacy oni biedni”
– myślę. I odpycham myśl, że to samo może się i mnie przydarzyć.
Przebacz mi, ilekroć ograniczam się do pustego współczucia.
Do trzech razy sztuka – powtarzam widząc, jak
ktoś sobie nie radzi. Ale mnie zwykle nie starcza energii i wytrwałości, żeby
podejmować aż trzy próby. Poddaje się.
Przebacz mi, że tak łatwo się zniechęcam.
Czyjeś prawo do
prywatności? Do intymności? Niby tak, ale jakoś tak wychodzi, że chętnie
dowiaduję się różnych plotek i tajemnic z życia różnych ludzi. I jeszcze
chętniej się nimi dzielę.
Przebacz mi, gdy nie szanuję godności innych.
Nie, nie zależy mi na tym, aby inni cierpieli.
No, może od czasu do czasu. Zwłaszcza, jeśli ktoś mi zrobił coś złego, chętnie
dowiaduje się, że spotkało go jakieś nieszczęście. Myślę o tym jego cierpieniu w
kategoriach sprawiedliwości...
Przebacz mi, że cieszę się bólem innych.
Nie chcę umierać! Nie chcę myśleć o śmierci!
Chcę układać moje życie tak, jakby nigdy miało się nie skończyć. Mnie się tu
podoba. Oczywiście, dopóki moje życie ma odpowiednią „jakość”.
Przebacz mi, że żyję tak, jakby śmierci nie było.
Jestem jak z krzyża zdjęty – mówię, gdy trochę
się zmęczę. Często też mam pretensje, że mój codzienny „krzyż” jest za ciężki,
jak na moje możliwości. Czekam, aż ktoś mi go zdejmie z ramion.
Przebacz mi, że unikam krzyża.
Gdy umiera ktoś z moich
bliskich, skupiam się na mojej stracie. Zamieniam grób w ołtarzyk lub – druga
skrajność – w ogóle na przychodzę na cmentarz.
Przebacz mi, gdy nie wierzę w życie wieczne.